La Famiglia #0 Prolog
21/10/07, 21:28:49
kategoria: la famiglia
autor: nieo
PrzeciętnyDaje radęDobrze jestBardzo dobryJa walę! (18 oddanych, średnia: 4.06 na 5)
Loading ... Loading ...

Pan A.
Nie pamiętam dokładnie kiedy poznałem A., ale od tamtej pory wszystko w moim życiu zmieniło się diametralnie. Mało bowiem rzeczy wywarło na mój żywot większy wpływ, niż spotkanie tego człowieka. Wcześniej słyszałem o nim różne rzeczy, ale w większość, jako racjonalnie myślący, wykształcony człowiek, do tego lekarz, zwyczajnie nie wierzyłem.

Było to kilka lat temu, na zewnątrz musiało być potwornie gorąco, przez szeroko otwarte okno usłyszałem warkot silnika i dudnienie subwooferów. Chwilę później w białych drzwiach mojego gabinetu pojawił się łysy, niski i nie da się ukryć, gruby mężczyzna, jak się później okazało - nieco po dwudziestce. Nieco spocony, w poszarpanej kurtce skórzanej i drogim garniturze. Jego buty wyglądały na świeżo wypastowane, a wszystkie dodatki, łącznie z masywnym zegarkiem i ciemnymi okularami zasłaniającymi pół twarzy były w tym samym kolorze. Nie pasowała mi do jego eleganckiego stroju owa kurtka, której bezdomny ciawar sprzedający patelnie by nie przyodział.
Zdjął okulary i nic nie mówiąc popatrzył w moją stronę.
-Kurrrr - syknął przez zęby - zrób coś do diabła z tą ręką! Cały rękaw mi poszarpała i upie*doliła najlepszą skórę!
Popatrzyłem przerażony na paskudne otwarte złamanie, rzeczywiście, wyglądało jakby po jego ramieniu przejechał skład kolejowy. Nie zdążyłem nic powiedzieć, bo chyba z bólu, osunął się na ziemię. Nie pomyślałem, żeby dzwonić na policję, bo byłem zbyt przejęty ujrzanym widokiem. Ale odwdzięczał się tak, jakbym zrobił to ze szczerej przyjaźni.

Kilka tygodni później usłyszałem w kolejce w nocnym co się stało. A właściwie co mogło się stać, bowiem każdy z wąsatych Stefanów, Włodków i Antków w kolejce widział, zawsze na własne oczy, coś zupełnie innego. Wtedy zadzwonił A. i powiedział, że będę potrzebny i zaraz przyjedzie po mnie samochód. Mówił do mnie na ‘ty’ ale ja jakoś nigdy nie mogłem się przełamać, żeby nazwać go tak, jak nazywają jego znajomi. Kierowca nic nie mówił, był wysoki, barczysty, jego niekształtny nos nosił ślady wielokrotnych złamań. Jechaliśmy jakimś starym bawarskim serii 5. Kierowca milczał i bez przerwy palił. Gdy w końcu wyjechaliśmy za miasto, wtedy uprzedzając moją chęć szarpnięcia za klamkę i wyskoczenia z samochodu wreszcie się odezwał.
-Do szefa jedziemy, zobaczysz jak grilluje - niejako chwaląc się, powiedział dosyć wysokim i chrypliwym głosem, który nijak się miał do jego postury.
-A gdzie szef grilluje? - zapytałem, bo nie dawało mi spokoju to, że poważnie oddaliliśmy się od świateł miasta.
-Już niedaleko.
Nie przypominało to ani pałacu, ani rezydencji, ale wyglądało imponująco. Olbrzymi dom, wykonany z drewna, znajdował jak później okazało się, jego działce pośrodku lasu. Kilka osób stało tam przy wielkim stole zastawionym suto alkoholem, sałatkami, pieczywem i mięsem z grilla. Był tam A., jego przyjaciel - najlepszy wspólnik - C. i kilku znajomych, odzianych w hawajskie koszule, trzymający w ustach grube cygara. Kilka metrów dalej siedziało sporo młodych i urodziwych dziewcząt, a za domem zaparkowane były samochody.
A., król towarzystwa, którego żarty były zawsze tak śmieszne, jak wypolerowana i lśniąca broń skryta w jego masywnej skórzanej kaburze, gadał jak zwykle.
-No i kufa wiecie, obudziłem się wczoraj koło drugiej… Podrapałem się, pomyślałem i doszedłem do wniosku, że ta pierwsza też była całkiem niezła. - przechwalał się zabawnie gestykulując z jedną ręką w gipsie. Rzucił wzrokiem w moją stronę i wypalił - Mam do ciebie małą prośbę… - wszyscy znajomi popatrzyli na niego dziwnie, bo nigdy i nikogo, poza pewną niewiastą, o nic nie prosił - …mało zarabiasz w tej służbie zdrowia, a uczciwy jesteś. Zarobisz trochę pieniędzy. Siadaj - wskazał ręką krzesło ogrodowe.
Usiedliśmy i dużo rozmawialiśmy. Dobrze się stało, że nie podał mi ręki, bo cały byłem spocony, a dłonie miałem niczym wyjęte z wiadra pełnego wody. Rozmawiałem z człowiekiem o twarzy nienaznaczonej żadnym grymasem, którego oczy kryły ciemne okulary. Kiedy je zdjął, to nie zobaczyłem w nich nic. Ani radości, ani smutku. Nie było w nich nawet pewności siebie, ale nikt nigdy mu w ślepia nie patrzył, bo były jak oczy Złego*. I teraz ja - przeciętny lekarz, który zawsze chciał zostać nauczycielem matematyki w liceum, siedzę naprzeciwko człowieka, który nie podrywa kobiet na Władka, lecz na Zygmunta I Starego. Który mimo, że inteligentny, to trochę nieudaczny i nieporadny, a jedyne co potrafi to gadać bez przerwy i strzelać do ludzi. Po kilku kieliszkach wódki, którą zostałem poczęstowany, wstał i jednym spojrzeniem poprosił dziewczynę, która podeszła, uśmiechnęła się wesoło i usiadła mi na kolanach. Tak wszystko się właśnie zaczęło.

Pewnie się nad jednym zastanawiacie - jak się nazywam? Nieistotne. Ale przeczytacie jeszcze na pewno chociaż część moich wspomnień.

_______________________________________________
*Czytajcie ludzie kufa książki, to będziecie wiedzieli ocb.


2 komentarzy
komentuj

:/ co to ma być

10.23.07 @ 22:37:31 veida:

spoko, normalne notki też będą

Gwoli ścisłości, La Famiglia to nowy cykl miniaturowych opowiadań

10.24.07 @ 16:43:56 zboon:



komentuj

(pole wymagane)

(pole wymagane, nie będzie wyświetlene)




Beton Ząbki Bilety lotnicze Gry gry logiczne online sprzedam psa ogłoszenia herbaty zielone pyszne biofeedback Limanowa