Odgrzanie dwóch smacznych kotletów ma przygotować was na ciąg dalszy gangsterskiej telenoweli, tym razem autorstwa kolegi zboona.
KOTLET 1.
Autorstwa nieo, napisany 25 stycznia 2006.

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie Fal, mówiąc o mnie, że w dzieciństwie musiałem wpaść do beczki z bimbrem i wszystko wypić. Od tego czasu mam podobno być cały czas pijany.
Dziś bardziej będzie o kulturze niż o robieniu sobie jaj. Mam nadzieję, że wszyscy czytający ten tekst mieli dzieciństwo, albo chociaż raz przeżywali drugą młodość i znają, chociaż powierzchownie, postać walecznego Gala Asteriksa.
Twórcami komiksu są tekściarz i scenarzysta Rene Goscinny (znany chociażby z serii o Mikołajku czy Luckym Lucku) oraz grafik Albert Uderzo (który był daltonistą). Na pierwszy rzut oka jest to po prostu kolejna śmieszna historia opowiedziana w dosyć przystępnej formie obrazków z tekstem, ale… nasunęło mi się kilka luźno powiązanych ze sobą wątpliwości:
1. Widzieliście kiedyś walecznego odważnego Francuza? Hitler zdobywając Paryż, który się z resztą wcale nie bronił, nie widział ani jednego. W tym kraju odważni ludzie są tylko w Legion Etrangere (sama nazwa mówi, że są tam cudzoziemcy). Rozumiem, że magiczny napój działa mocno, bo zawsze pijąc dochodzi się do miejsca kiedy chcemy odebrać innym państwom to co nam się należy, ale bez przesady! Pewnie, że szable do boju, lance w dłoń… ale nie na Rzymian!
2. Obeliks, będąc dzieckiem wpadł do kotła z magicznym napojem druida Panoramiksa… Co robiło małe dziecko u druida? Czy agresja w dorosłym Obeliksie nie brała się z urazu z dzieciństwa, kiedy był wykorzystywany przez posiadacza długiej białej brody? A może do tego druid z premendytacją otumanił go substancją o działaniu narkotycznym, aby chłopca wykorzystać?
3. Panoramiks znał zioła i grzyby, parzył napary, robił magiczne napoje. Wiadomą rzeczą jest, że handlował tym towarem w całej wiosce. Magiczny napój był połączeniem bardzo mocnego bimbru, który krzepił jak ten wędrowyczowy, i substancji podobnie działających do amfetaminy. Zaobserwowałem, że spożywający byli od niego uzależnieni (musieli przyjmować kolejne dawki, inaczej nie mieli siły walczyć) i po spożyciu pojawiały się u nich omamy. Ich narkotyczne wizje przejawiały się najczęściej w formie rozbijania całych legionów Rzymian.
4. Asteriks miał psa - Idefiksa. Początkowo pies ten nie lubił się z Obeliksem. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda normalnie, ale wcale tak nie jest. Idefiks był przyjacielem stworzonym przez zdegenerowany umysł Asteriksa. Nie był więc bytem rzeczywistym. Ba! Obeliks początkowo nie wiedział o jego istnieniu (jako, że nie przyjmował specyfiku od wczesnego dzieciństwa)! Ostatecznie uległ presji kompana i uwierzył w niewidzialnego psa.
Nie chce mi się podsumowywać tych spostrzeżeń, bo zagłębianie się w to, że wszystkimi głównymi bohaterami komiksu byli mężczyźni mówiący sobie per przyjacielu… Sami rozumiecie.
KOTLET 2.
Tu wymagany jest komentarz. O cenzurze i wolności słowa napisał Stateless, po tym jak burzę medialną rozpętały karykatury jakiegoś proroka. 28 luty 2006.

W sumie gdyby janu nie wyraził sprzeciwu wobec wulgaryzmów, których ten tekst zawierał dwa, to czytalibyście wersję bez cenzury. Mam nadzieję, że spodoba się wam mimo brudnych rąk cenzorów.
PRZED WAMI STATELESS - zwykły chłopak z centrum i jego tekst.
W imię melanży na ławce, w imię Hamleta w reżyserii Petera Brooka, w imię wlepek w autobusach i HWDP na murach, w imię cytowania tekstów z Misia i Pulp Fiction, w imię śpiewania powstańczych piosenek po dziewiątym piwie, w imię trzymania na kompie 50 gb pornoli, w imię podrywania chłopaków swoich koleżanek, w imię zrywania się z lekcji religii i czytania komiksów w autobusach, w imię pływania nago w jeziorze, w imię jedzenia pączków i w imię jedzenia kebabów, w imię pisania książek i pisania głupot, w imię nerwów przed maturą i niezdawania egzaminów, w imię pierwszego pocałunku, w imię koncertów w Punkcie, w imię jeżdżenia w nocy na rowerze, w imię oldskulowych dresów, w imię awantur w nocnych autobusach, w imię tańczenia na deszczu, w imię faktów o Chucku Norrisie, w imię najgorszego kaca w życiu, w imię nudy i tłoku w metrze…
W imię dyskutowania o wyższości STSów nad Toto Mixem, spodni nad spódnicami, McDonalda nad Burger Kingiem, Schopenhauera nad Bergsonem, Arsenalu nad Chelsea, kubizmu nad impresjonizmem, Tyskiego nad Lechem, slipów nad bokserkami, szminek Mascary nad Margaret Astor, Gombrowicza nad Witkacym…
W imię tego jak chcemy żyć, w imię tego jak wiele nam wolno i jak bardzo się nam to podoba, w imię tego skąd przychodzimy i co wiemy, w imię naszych słabości i problemów oraz w imię naszych radości, w imię tego, że mieszkamy w Europie z całym dobrodziejstwem jej inwentarza, z tym co dobre i złe w naszej kulturze, sztuce, historii i codzienności, w imię wszystkiego tego, co stanowi o tym, kim jesteśmy tu i teraz, chcę powiedzieć cztery (były w oryginale cztery inne, ale jak cenzura, to cenzura - dop. nieo) słowa do dzikusów palących europejskie ambasady i grożących nam i naszemu stylowi życia:
A PIES WAS TRĄCAŁ! (tu właśnie działa cenzura, która zabroniła mi publikować tekstu między innymi z wulgarną nazwą męskich genitaliów - dop. nieo)
0 komentarzy
komentuj
komentuj


(3 oddanych, średnia: 3.67 na 5)