
Dzwonek do drzwi… Czyżby to Riccardo, który chwilę wcześniej wyszedł, wrócił po coś, czego zapomniał? Niemożliwe. Riccardo nigdy niczego nie zapomina. Mało było rzeczy, które zadziwiały Antonia i jedną z tych nielicznych była niesamowita, momentami aż upierdliwie doskonała, pamięć tego człowieka.
Antonio nie spoglądając przez judasza otworzył drzwi. Na klatce schodowej stali dwaj pachnący jakimiś markowymi wodami i odziani w drogie garnitury mężczyźni. Obaj średniego wzrostu, lekko po trzydziestce. Jeden chuderlawy, drugi dość krępy. Oczy obu skryte były za ciemnymi okularami.
- Antonio, jestem Artur, prawa ręka Giovanniego. - zaczął krępy bardzo pewnym głosem. Antonio od razu spostrzegł, że Artur jest doskonałym mówcą. Słowa wypowiadał dobitnie i w taki sposób, jakby wszystkie swoje kwestie ćwiczył godzinami przed lustrem, tak by brzmiały, jak wypowiadane przez filmowych gangsterów.
- To jest Małpa - pokazał na chudszego, po czym wyciągnął dłoń na powitanie. Antonio popatrzył chwilę na rękę Artura i powiedział spokojnie:
- Nie przez próg. - następnie niespiesznie odwrócił się plecami i bez słowa wszedł w głąb mieszkania. Dwaj przybysze wymienili lekko zdziwione spojrzenia, po czym weszli za gospodarzem.
Antonio usiadł na taborecie przy odziedziczonej po babce ławie. Starej komunistycznej ławie, która została kupiona niedługo przed wprowadzeniem Stanu Wojennego. Ponieważ nie stało przy niej nic więcej, na czym dałoby się usiąść, Małpa i Artur sięgnęli po stojące w pokoju fotele.
- Nie powiedziałem, że wy siadacie. - zatrzymał ich Antonio. - Nie będziemy rozmawiać długo. Właściwie to mam wam do powiedzenia tylko jedną rzecz.
Antonio mówił to wszystko z idealnym spokojem. Przybysze spodziewali się czegoś zupełnie innego; w końcu Antonio to tylko biedny student jakiegoś nie do końca poważnego kierunku, który stracił opiekującego się nim dobrego braciszka. Bijący od nich przepych miał wprawić gospodarza w zakłopotanie. Antonio miał być wystraszonym gołowąsem, który nagle został zupełnie sam na całym świecie. Gorzej - został sam, z niesforną córką brata na głowie. Oni przyszli zaproponować układ, który zapewniłby mu rozwiązanie tych problemów. A to, w jaki sposób ich traktował, sprawiło że Artur musiał wykrzywić usta w złowrogim grymasie, a wzrok Małpy błądził po pokoju z taką intensywnością, że było to widoczne nawet przez ciemne okulary.
- Antonio, mamy dla Ciebie ofertę, której nie powinieneś odrzucać. - wypalił Artur, jakby tłumacząc się. Antonio tylko lekko uśmiechnął się na te słowa.
- Ale to ja przedstawiam teraz oferty. - Odparł siedząc w dalszym ciągu za ławą Antonio. Kontynuował ze śmiertelną powagą:
- Wiem, co chcecie mi zaoferować. Zajmiecie się wszystkim i będziecie mi płacić, tak bym mógł spokojnie zająć się studiami i żeby jeszcze mi na Gigi starczyło. Powiem wam tak: przede wszystkim, nie powiedziałem, że możecie mówić mi na “ty”. Może mogliście do mojego brata, nie dbam o to. Nawet “dzień dobry” nie powiedzieliście, jak otworzyłem wam drzwi. Znalazłem testament mojego brata. Zadbał o wszystko. Wszystkie jego interesy są teraz moje. Oznacza to, że jego pracownicy są teraz moimi podwładnymi. W szczególności wy też. Nie powiedzieliście mi “dzień dobry”, chociaż jestem waszym nowym pracodawcą i dlatego nie pozwalam wam mówić do siebie na “ty”. Jeszcze nie piliśmy razem wódki. I nie napijemy się. Zwalniam was.
- Nie możesz, nie wiesz jak się tym zająć, potrzebujesz ludzi… - odezwał się Artur, lecz Antonio mu od razu przerwał:
- Potrzebuję tylko jednego człowieka, który to wszystko sprzeda za dobre pieniądze, tak bym mógł wpłacić jak najwięcej na domy dziecka. I mam takiego człowieka.
- Ty nawet nie… nie znasz adresów, nie masz kontakt… - Artur próbował mówić, coraz bardziej dawał porwać się nerwom, ale Antonio mu nie dawał, uciszał go uniesieniem dłoni i spokojnie kontynuował:
- Giovanni zostawił mi dokładne instrukcje. Mam wszystko, co potrzeba, nie zamierzam zajmować się gangsterskim fachem. Już postanowiłem. Sprzedaję wszystko, dziewięćdziesiąt procent pieniędzy idzie na dzieciaki z domów dziecka, dziesięć procent na jakiś uczciwy interes. Żegnam was.
Artur był wściekły, Małpa zupełnie skołowany postawą Antonia. Ten pierwszy odwrócił się i wyszedł, jego kompan podążył za nim.
Antonio z taboretu przesiadł się na fotel. Zagłębił się w rozmyślaniach nad scenką, która rozegrała się chwilę wcześniej. Z tego stanu kontemplacji wyrwał go po paru minutach dzwoniący telefon komórkowy. Antonio podniósł klapkę, zobaczył, że dzwoni Karl.
Karl był jego kumplem, jeszcze ze szkoły średniej. Zakończył on edukację po zdaniu matury i zajął się naprawdę brudną robotą. Antonio nie chciał zbyt wiele o tym wiedzieć - taka wiedza zawsze niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwo. Słyszał jednak kiedyś, że Karl był w tym co robił naprawdę dobry.
- Cześć. - usłyszał Antonio
- Cześć, miałeś do mnie nie dzwonić.
- Tak, ale chcę żebyś wiedział, że udało mi się ustalić kto rąbnął Twojego bracholka.
- Nie obchodzi mnie to. - Antonio jak zwykle mówił z zupełnym spokojem. - Miałeś do mnie nie dzwonić w takich sprawach.
- Dobra, nie to nie. Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć.
- Wiem kiedy na kogo mogę liczyć.
- Jeśli tak, to podejrzewam, że zadzwonisz do mnie szybciej niż sam się spodziewasz. Jeśli naprawdę zamierzasz sprzedać to wszystko… Niech tylko dowie się o tym ktoś z bliskich współpracowników Giovy. Nie rób tego, co zamierzasz, to bardzo niebezpieczne.
- Miałeś do mnie nie dzwonić w takich sprawach. Cześć.
- Czekaj, a co z Rosarią, Twoją siostrą? Ona nie ma… - Karl nie zdążył dokończyć, gdy nerwowo przerwał mu Antonio:
- Nigdy nie wspominaj o mojej siostrze. Rozumiesz? - Rozzłoszczony Antonio wyłączył rozmowę. Złożył telefon i rzucił go na stojący obok stolik. Wyprowadzenie Antonia z równowagi było prawie niemożliwe, jednak każda wzmianka o jego o piętnaście lat starszej siostrze wzburzała go. To był pierwszy raz od ponad roku, gdy ktoś przypomniał mu o istnieniu Rosarii.
1 komentarz
komentuj
komentuj

(6 oddanych, średnia: 4.33 na 5)
dobra grafa dobra jakbym nieo nie znał to bym powiedział że świeżo z rakowieckiej go wypuścili
01.12.08 @ 2:23:09 qba: